Biedna i niewykształcona kobieta to potrójne dożywocie

18 września 2019

 Porażający brak empatii

Purmina i Sawitha, dwie przyjaciółki z małej wsi hinduskiej, przysięgają sobie dozgonną przyjaźń. Ich historia to porywająca za serce opowieść o ludzkiej niezłomności, traumatycznej codzienności i bólu, zarówno psychicznym jak i fizycznym. „One płoną jaśniej” to debiutancka książka Shobha Rao, dziewczyny, której udało się wyemigrować z Indii. Na podstawie perypetii dwóch bohaterek otwiera przed nami świat dotąd nieeksplorowany, pełen szowinizmu i przemocy.

Bohaterki mieszkają w niewielkiej wsi, w której wszyscy się znają. Po urodzeniu zostały zarejestrowane jak „własność rodziców”, ale daty urodzin nie zostały odnotowane. Tu nikt nie przejmuje się takimi rzeczami. Kiedy jedna z nich była mała i bawiła się na brzegu rzeki ojciec zastanawiał się, czy opłaca mu się ją ratować, jeśli do niej wpadnie. Sawitha pracuje jako tania siła robocza u ojca przyjaciółki, tka na krosnach. Czasami dostaje burę za to, że zakrwawione, przepracowane ręce, brudzą materiał. Przez to nie dostaje zapłaty albo kilka dni pracuje bez przerwy, bez posiłku. Purmina wie, że niebawem zostanie wydana za o wiele starszego od siebie mężczyznę i bardzo się boi. Słyszy historie o tym, co mąż może, ale ani razu nie pada, że czegoś mu nie wolno. Lista Purminy ciągnie się za to w nieskończoność. Sawitha w końcu nie wytrzyma przemocy fizycznej ze strony ojca Purminy i postanowi uciec. W ten sposób wpadnie w ręce handlarzy żywym towarem. Jej przyjaciółka, doznająca nie mniejszych cierpień fizycznych w małżeństwie również ucieka, szukając swojej przyjaciółki.

 

Historia, o zgrozo, uniwersalna

Ważnym jest, że cierpienia bohaterkom nie zadawali wyłącznie mężczyźni. Często były to najbliższe im kobiety (rodzina) lub pracownice innych wyzyskiwaczy, które bały się utracić swoje posady. W książce pada bardzo ważne zdanie – „świat jest pełen pośredników”, które każe zastanowić się nam nad zasadnością oskarżeń wyłącznie jednej osoby. Winny jest system, w jakim żyjemy. W jakim sami sobie pozwalamy żyć, w jakim niszczymy siebie i resztki nadziei na zmianę.

Tak naprawdę nie musi to być opowieść o dwóch hinduskich dziewczynach, mogła wydarzyć się w każdym miejscu, w każdym kraju na świecie. Pomimo tak wielkiego rozpędu cywilizacyjnego w wielu krajach dalej niektóre warstwy społeczne borykają się z tymi samymi problemami – biedą, brakiem wiedzy medycznej, chorą tradycją czy brakiem dostępu do edukacji (zarówno szkolnej jak i seksualnej). Wiele pytań, które zadaje autorka pozostaje celowo bez odpowiedzi. Ona należeć ma do czytelnika, to on powinien spróbować się z nią zmierzyć. Podobnie jak z zakończeniem, które na długo z nim pozostanie.